Ponad 200 rodzin uchodźczych z Ukrainy otrzymało wsparcie finansowe w Białymstoku

with Brak komentarzy

Ponad 200 rodzin uchodźczych z Ukrainy otrzymało wsparcie finansowe w Białymstoku. To możliwe dzięki współpracy Fundacji Dialog i Polskiego Centrum Międzynarodowego (PCPM). Potrzebującym wydane zostały specjalne karty, których mogą używać w wybranych przez siebie sklepach. Każda rodzina otrzymała pomoc na trzy miesiące. Po to, by stanąć na nogi i odnaleźć się w nowej rzeczywistości.

Zastanawiałam się, czy uciekać z rodziną z Ukrainy do dnia, w którym przed naszym domem eksplodowała bomba – mówiła Julija, jedna uchodźczyń, która w ramach programu pomocy pieniężnej otrzymała wsparcie naszej fundacji i PCPM. Dzięki projektowi PCPM finansowanemu przez amerykańską organizację Care w połowie maja pracownicy fundacji prowadzili zapisy do projektu w Białymstoku. W ciągu zaledwie dwóch dni, udało się do
niego zapisać ponad 200 rodzin uchodźczych z Ukrainy.

Od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę, liczba ludzi potrzebujących pomocy lawinowo wzrosła, utrudniając pomoc bezpośrednią.

„Pomimo ogromnej ilości osób chcących skorzystać z naszej pomocy, wciąż staramy się, by każdy proszący o wsparcie, był dalej indywidualnie traktowany, a nie jak na taśmie produkcyjnej. Chcemy każdą rodzinę poznać, porozmawiać z nimi nieco dłużej niż dwie minuty” – mówiła asystentka cudzoziemców Julija Kościna.

Pytana o wyzwania z jakimi na co dzień wyzwaniami się spotyka, pracowniczka Dialogu wskazała na wielowątkowość pomocy.

„Nie sztuką jest rozdać pewną pulę pieniędzy czy paczki żywnościowe, sztuką jest pomóc na dłuższą metę. Ze znalezieniem pracy, zidentyfikowaniem problemów, dlaczego dana osoba nie jest w stanie znaleźć zatrudnienia, jakie są jej potrzeby, czy uda się takiej osobie stanąć na nogi pod względem finansowym po jakimś czasie?” – pytała.

W rozmowie Julija wskazała na kłopoty natury psychologicznej wśród ukraińskich uchodźców. „Są straumatyzowani i wykazują postresową bezradność” – stwierdziła. Jak podkreśliła, ona sama i inne pracujące w fundacji asystentki spotykają się z podobnymi problemami; podopieczni nawet po
dokładnym wytłumaczeniu tego w jaki sposób szukać w Polsce pracy, bądź napisać odpowiedni życiorys, wracają z pustymi rękami. „Gdy taka osoba przychodzi następnego dnia i pytam się, +czy wysłała Pani/Pan CV+, ta odpowiada, że nie, nie była w stanie, bo czują jakąś wewnętrzną pustkę” –
opisywała.

„Według mnie to takie postresowe zachowanie, dlatego czasem wole im bezpośrednio asystować, bo jak przy mnie wyśle maila w odpowiedzi na ofertę pracy, to wyśle. Gdy wyjdzie, nie mam takiej pewności” – dodała, wskazując, że dla osób potrzebujących wsparcia w kryzysie psychicznym. Fundacja zapewnia psychologa dla dorosłych i dzieci w języku ukraińskim i rosyjskim. Podczas wywiadu z pierwszą rozmówczynią na korytarzu siedziby białostockiej organizacji potrzebujący licznie gromadzą się i czekają w kolejce do rejestracji do programu wsparcia finansowego PCPM. Słychać gwarne rozmowy, w pokoju nad zapisami pracuje zespół PCPM, podczas gdy kolejna rodzina wychodzi uśmiechnięta z kopią złożonego wniosku.

W międzyczasie, inna asystentka cudzoziemców w Dialogu – Marina, opowiada o potrzebach osób uciekających przed wojną z Ukrainy. To między innymi mieszkania i nauka języka polskiego.

„Współpracujemy z Politechniką Białostocką. Wykładowcy na uczelni nieodpłatnie prowadzą tam zajęcia dla Ukraińców i Ukrainek. Zapisane jest u nas już ponad 800 osób” – powiedziała, dodając, że zajęcia z polskiego dla dzieci prowadzone są już bezpośrednio na miejscu w siedzibie organizacji.

Marina sama przyjechała do Polski z Czeczenii w 2005 roku, doskonale wie, z jakimi problemami na obczyźnie spotykają się ludzie zmuszeni do ucieczki z własnej ojczyzny. „Jednego dnia wykonałam pięćdziesiąt telefonów, by wynająć mieszkanie na wolnym rynku dla jednego z naszych
podopiecznych. Wszyscy odmówili. Najemcy boją się, że cudzoziemcy nie będą płacić, a w konsekwencji nie będą chcieli się wyprowadzić” – mówiła pracowniczka fundacji.

Spojrzenie z jeszcze innej perspektywy nakreśliła trzecia asystentka cudzoziemców w Dialogu – Ania. Jak opowiada, pracę w organizacji zaczęła w marcu, a niedługo wcześniej wyjechała z Białorusi z powodu opresyjnego reżimu jaki panuje w jej ojczyźnie. „Ludzie, którzy do nas przychodzą najbardziej potrzebują pracy, to jest najważniejsze. Jak jest praca, to można wynająć mieszkanie, pieniądze, można samemu zacząć załatwianie spraw” – mówiła.

„Praca pomaga też w nauce polskiego. Sama jestem tu od początku roku, nigdy nie uczyłam się języka polskiego. W pracy minęły dwa miesiące i
już jakoś rozmawiam po polsku. Język będzie, kiedy będzie praca, bo w pracy codziennie będą słyszeli ten język, będą z niego korzystać” – wskazała.

O wyzwaniach fundacji w dobie kryzysu w Ukrainie opowiadał także jej prezes Michał Gaweł. „Nam najlepiej wychodzi praca na miejscu. Nie mamy doświadczenia pracy +na zewnątrz+, dlatego też nawiązaliśmy współpracę z PCPM. Szukaliście miejsc dla osób uciekających z Ukrainy, my szukaliśmy
takich osób, co było dla nas trudne” – mówił prezes. „Wyszło naprawdę świetnie, że mogliśmy połączyć siły z PCPM” – dodał.

„Mamy w swoim zasobie na terenie miasta dom, w którym tymczasowo mieszkają potrzebujący, mamy też dwadzieścia sześć tzw. mieszkań wspieranych, placówkę opiekuńczo-wychowawcą Dom Powrotu” – wymieniał. – „Osób potrzebujących mamy teraz sporo, około dwustu. Część z nich
obecnie czasowo mieszka u osób prywatnych, u znajomych w mieszkaniach. Część pracowników także przyjęła uchodźców” – opisywał. Kolejnym z punktów, o których mówił prezes, było zatrudnienie socjalne. „Jedna z pań, która trafiła do nas dzięki poprzez PCPM, znajdzie u nas
zatrudnienie w naszym Centrum Integracji Społecznej” – powiedział. „Jesteśmy także współorganizatorami inicjatywy infolinii dla Ukraińców, prawnicyukrainie.pl, realizowaną przez krajową Izbę Radców Prawnych” – dodał.

Wśród podopiecznych Dialogu, którzy otrzymali wsparcie finansowe PCPM, jest Bogdana z córką Kwiatosławą ze Lwowa. Dotarły do Polski na początku marca, przekraczając granicę z Węgrami i kolejno Słowacją. „Na początku wojny obawiałam się, że od północy Ukrainę może także zaatakować
Białoruś. Uznałam, że bezpieczniej będzie się wydostać z kraju przez Węgry” – mówiła. Bohdana z córeczką jechała samochodem z koleżankami do Polski dwa dni. „Jedna z nich miała znajomych w Białymstoku, dlatego tutaj przyjechałyśmy. Droga była bardzo ciężka dla dzieci, były naprawdę
niespokojne” – relacjonowała. Mąż Bogdany został w Ukrainie, walczy w obronie terytorialnej.

„Kontaktujemy się z nim codziennie” – powiedziała. Lwowianka, sama z zawodu jest księgową, choć
zapewnia, że mogłaby chwycić się każdej pracy. „Kwiatosława ma dwa i pół roku. Gdy uda mi się posłać małą do żłobka, albo przedszkola, będę mogła swobodnie pracować, wiedząc, ze Kwiatka jest bezpieczna” – tłumaczyła Bogdana. Rozmówczyni na pytanie o zakończenie wojny, odparła – „Wysyłam w kosmos swoje myśli i prośby, by ta wojna się skończyła jak najszybciej i wierzę w to, że nasze wojsko nas obroni”.

Pracująca w “Dialogu” Olga Marszałek prowadzi do innego wielorodzinnego domu fundacji dla uchodźców. Na ścianach w korytarzu ośrodka wiszą plakaty z przepisami kulinarnymi najróżniejszych kultur; z holu widać wspólną kuchnię, z której podopieczni fundacji mogą korzystać. Jedną z nich jest
Julija z mężem i trójką dzieci z miasta Łozowa w obwodzie charkowskim na wschodzie Ukrainy.

„Gdy Rosja napadła Ukrainę zastanawiałam się, czy uciekać z rodziną z Ukrainy aż do dnia, w którym przed naszym domem eksplodowała bomba” – relacjonowała. Jak, opisuje, w miasteczku zebrało się około 10 osób, które opuściły miasto z pomocą wolontariuszy. Najpierw udali się do Światogorska w obwodzie donieckim, gdzie przenocowali. „Ta trasa była ciężka, po drodze widzieliśmy, jak spadają rakiety, słyszeliśmy eksplozje” – opisywała.

Kolejno rodzina pojechała do Lwowa autokarem, gdzie również zostali na noc. Był to ostatni przystanek w Ukrainie. Następnego dnia Julija i Serhij wraz z 14- letnim Aleksandrem, 12-letnim Artiomem i 4-letnią Alisą wyruszyli do Warszawy, gdzie wszyscy skorzystali z Centrum Tranzytowego PCPM przy dworcu Wschodnim. „Pamiętam jak duże wrażenie zrobiły na mnie rozmiary tego miejsca. Wspominam, je jako naprawdę czyste, byłam miło
zaskoczona. W szczególności tym, jak życzliwi, pomocni i uprzejmi ludzie tam pracują” – relacjonowała. Kolejnego dnia rodzina wyjechała do Białegostoku, gdzie do dziś przebywają w ośrodku tymczasowym Fundacji Dialog.

„Teraz ważne jest, by dzieci poszły do szkoły, zaczęły uczyć się języka polskiego, a my z mężem mogli podjąć jakąś pracę” – mówiła Julija. Na koniec rozmowy pytana, czy będą chcieli wrócić do ojczyzny, kiedy wojna się zakończy, odparła – „dom, jest dom. Zostawiliśmy tam dziadków i część rodziny,
bliskich; czas pokaże co będzie dalej”.

Rozmawiał: Stanisław Ajewski (PCPM)